Biedronka: dlaczego Polacy kupują mniej mimo rosnących pensji?
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 19 marca 2026
Czy Polacy naprawdę kupują mniej? O co chodzi z tymi pełnymi portfelami?
Z jednej strony statystyki szaleją – pensje rosną, gospodarka niby się kręci, a PKB wystrzeliło ostatnio o 2% w górę. Z drugiej strony, jeśli ktoś zagląda regularnie do koszyka w Biedronce, może mieć wrażenie, że te wzrosty kompletnie nie przekładają się na codzienne zakupy. No właśnie, czy tylko portfele są pełniejsze, a torby z zakupami już niekoniecznie?
Biedronka na celowniku: mniej zakupów, więcej oszczędzania
Luis Araújo, szef Biedronki, nie owija w bawełnę. W jednym z ostatnich wywiadów mówi wprost: Polacy kupują mniej żywności. Brzmi to dość przewrotnie w czasach, gdy sklepy coraz częściej kuszą promocjami, a sieci handlowe prześcigają się w ofertach na mięso, warzywa czy pieczywo. Ale czy rzeczywiście zadowalamy się mniejszą ilością produktów, nawet gdy zarabiamy więcej?
W praktyce wygląda to tak: klienci coraz uważniej patrzą na ceny, częściej sięgają po marki własne i korzystają z wszelkich możliwych okazji. Średnia wartość koszyka zakupowego w Biedronce rośnie, ale liczba produktów w nim już niekoniecznie. Co ciekawe, Biedronka w 2023 roku odnotowała wzrost sprzedaży o 10,6%, a jej udział w rynku urósł do 30,7%. Tylko że za tymi liczbami kryje się głównie inflacja i zmiana nawyków, a nie prawdziwy boom na zakupy.
Rosnące ceny, tańsze marki i sztuka polowania na promocje
Może i pensje są większe, ale wszyscy wiemy, że ceny też poleciały w górę. Według danych GUS, w 2023 roku ceny żywności wzrosły przeciętnie o 15%. Nic dziwnego, że Polacy zaczęli wybierać tańsze opcje. Marki własne – te z logo Biedronki, Lidla czy Auchan – zyskały ogromną popularność. Często nie różnią się jakością od tych markowych, ale kosztują wyraźnie mniej.
W Biedronce udział marek własnych sięga już 40% całej oferty. Produkty typu Pilos, Słone Łąki czy GoVege coraz częściej lądują w naszych koszykach. Zresztą, nie ma się co dziwić – różnica w cenie potrafi być naprawdę spora. Czasem, zamiast dwóch ulubionych jogurtów znanej marki, bierzemy cztery tańsze, a portfel aż tak tego nie odczuwa.
Polowanie na promocje i aplikacje zakupowe
Sklepy doskonale odrobiły lekcję z polskiej oszczędności. Co tydzień w Biedronce pojawia się kilkadziesiąt nowych promocji. Kto korzysta z aplikacji, ten wie: kupony, rabaty, gratisy za zakupy powyżej określonej kwoty. Ostatnio nawet sam skusiłem się na promocję „Drugi produkt 50% taniej” na chemię domową – niby drobiazg, a różnica na paragonie robi wrażenie.
Niektórzy z nas traktują zakupy jak sport. Kompletowanie zestawu kuponów, zakupy w określone dni, korzystanie z programów lojalnościowych – to już codzienność. I to chyba jest jedna z odpowiedzi na pytanie, dlaczego Polacy kupują mniej: po prostu kupują sprytniej.
Inflacja i niepewność – czy to tylko chwilowa zmiana?
W rozmowach między półkami coraz częściej słychać: „Ceny znów podskoczyły”. Chociaż wzrost płac teoretycznie powinien poprawiać naszą siłę nabywczą, to jednak ciągły wzrost kosztów życia – rachunków, czynszów, paliwa – sprawia, że na zakupy spożywcze zostaje mniej. Nawet jeśli miesięcznie zarabiamy o kilkaset złotych więcej, te pieniądze nie zostają w portfelu na długo.
Nie ma się więc co dziwić, że Polacy rezygnują z droższych produktów czy rezerwują zakupy na większe promocje. Według szefa Biedronki, zmienił się sposób myślenia o zakupach. Więcej planowania, mniej impulsów. I chociaż liczba transakcji w Biedronce nadal rośnie, to średnia liczba produktów w koszyku wcale nie musi.
Czy sklepy muszą się zmienić?
Sieci handlowe czują na plecach oddech konkurencji i coraz lepiej rozumieją nowe potrzeby klientów. W Biedronce coraz częściej pojawiają się akcje tematyczne (kuchnie świata, produkty regionalne), ale też promocje na produkty pierwszej potrzeby: masło, mąka, mleko. Widać też więcej ofert skierowanych do rodzin czy singli – bo i styl życia Polaków jest dziś bardzo różnorodny.
Nie brakuje też eksperymentów z nowymi technologiami: kasy samoobsługowe, aplikacje z rabatami na smartfona, a nawet testy sklepów bezobsługowych. Wszystko po to, żeby klient czuł się doceniony i miał poczucie, że naprawdę kontroluje swoje wydatki.
Co dalej z zakupami w Biedronce?
Czy Polacy wrócą do dawnych nawyków, gdy inflacja trochę odpuści? Trudno powiedzieć. Na razie Biedronka (i inne sieci) muszą dostosować się do nowej rzeczywistości: mniej impulsywnych zakupów, większego nacisku na oszczędność i coraz bardziej świadomych konsumentów.
Jedno jest pewne – czas wielkich, nieprzemyślanych zakupów raczej się skończył. Nawet jeśli na koncie pojawia się co miesiąc trochę więcej, to i tak wolimy zostawić sobie coś „na czarną godzinę”. A może to wcale nie jest zła zmiana?