Biedronka i Kaufland pod lupą UOKiK – co wykazała kontrola oznaczeń?
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 8 marca 2026
Czy wiesz, skąd naprawdę pochodzą Twoje pomidory?
Wchodzisz do sklepu, bierzesz koszyk i łapiesz za ładne, czerwone pomidory. Na wywieszce dumnie widnieje napis „produkt polski”. Czujesz się dobrze – myślisz, że wspierasz lokalnych rolników. Ale czy na pewno tak jest? No właśnie, tu zaczyna się cała historia.Skargi klientów, czyli zaczęło się od nas wszystkich
Nie od dziś wiadomo, że Polacy coraz chętniej sprawdzają, co ląduje na ich talerzach. Coraz więcej osób zwraca uwagę na kraj pochodzenia produktów, szczególnie warzyw i owoców. I nic dziwnego — wielu z nas szuka polskich warzyw, bo są świeże i wspierają lokalnych producentów. Ale co, jeśli sklep tylko udaje, że sprzedaje polskie plony?Właśnie z powodu fali skarg klientów, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postanowił wziąć pod lupę dwa największe sklepy: Biedronkę i Kaufland. Ludzie coraz częściej zauważali, że coś się nie zgadza – wywieszka swoje, a opakowanie swoje.
Kontrola Inspekcji Handlowej – liczby, które robią wrażenie
Inspekcja Handlowa ruszyła do akcji w 2020 roku. Setki sklepów Biedronki i Kauflandu w całej Polsce zostały dokładnie sprawdzone. Chodziło nie tylko o pomidory, ale też inne warzywa i owoce. Efekt? Wyniki kontroli okazały się naprawdę niepokojące.W przypadku Biedronki nieprawidłowości dotyczące oznaczeń kraju pochodzenia wykryto w 27,8% skontrolowanych sklepów. Kaufland wypadł jeszcze gorzej — aż w 38% placówek coś się nie zgadzało. To nie są pojedyncze sytuacje, tylko problem na skalę ogólnopolską. Można sobie wyobrazić, ilu klientów zostało wprowadzonych w błąd – i to nie przez przypadek, a na masową skalę.
O co chodziło z tymi błędami?
W praktyce wyglądało to tak: na wywieszce przy stoisku z warzywami widniała informacja, że ogórki lub pomidory pochodzą z Polski. Ale kiedy klient zajrzał na opakowanie lub sprawdził dokumenty dostawy, okazywało się, że warzywa przyjechały z Hiszpanii, Grecji czy innego kraju. Takie praktyki nie tylko wprowadzają w błąd, ale też podważają zaufanie do sklepów.UOKiK nie miał litości – kary robią wrażenie
Po zebraniu wszystkich dowodów, w 2021 roku Prezes UOKiK podjął zdecydowane kroki. Kary finansowe były naprawdę dotkliwe. Jeronimo Martins Polska, czyli właściciel Biedronki, dostał ponad 60 milionów złotych kary. Kaufland musiał zapłacić 13,2 miliona złotych. Co ciekawe, sądy podtrzymały te decyzje. Trudno się dziwić – skala nieprawidłowości była zbyt duża, żeby przejść nad tym do porządku dziennego.Co to oznacza dla nas, klientów?
Można zadać sobie pytanie: czy coś się zmieniło? Z jednej strony, takie kontrole pokazują, że da się wyegzekwować rzetelność od dużych sieci. Z drugiej – to sygnał dla nas, żebyśmy nie ufali ślepo wywieszkom. Warto poświęcić chwilę i dokładnie sprawdzić opakowanie, zwłaszcza jeśli zależy nam na wspieraniu polskich rolników. W końcu każdy z nas głosuje portfelem.Wielu klientów po tej aferze zaczęło uważniej przyglądać się nie tylko krajowi pochodzenia, ale też samym oznaczeniom i składom produktów. I dobrze! Sieci handlowe mają obowiązek informować nas rzetelnie. Jeśli masz wątpliwości, zawsze możesz poprosić o okazanie dokumentów dostawy – masz do tego prawo.
Biedronka i Kaufland — czy można im teraz zaufać?
Pytanie, które często pojawia się w rozmowach przy kasie czy na forach zakupowych. Sieci deklarują, że wyciągnęły wnioski i poprawiły procedury. Jednak historia pokazała, że nawet giganci mogą się potknąć (albo celowo naciągać rzeczywistość). Dlatego warto mieć oczy szeroko otwarte i nie traktować etykiet jako niepodważalnej prawdy objawionej.Może to dobry moment, żeby zachęcić do większej świadomości podczas zakupów? W końcu, jeśli będziemy wymagać więcej, sklepy też będą musiały się bardziej starać. A na tym skorzystamy wszyscy.