Biedronka, Lidl i Dino: Czy promocje w sklepach kiedyś się skończą?
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 6 marca 2026
Polowanie na promocje – polska codzienność
Kto z nas nie zna tego uczucia? Wchodzisz do Biedronki z listą w głowie, a wychodzisz z torbą pełną produktów oznaczonych żółtymi cenówkami. Promocje w polskich sklepach to już nie tylko chwilowa moda, ale codzienność, która na dobre rozgościła się w naszych portfelach. I nie ma się co dziwić: ceny rosną jak szalone, a każdy rabat to konkretna ulga dla domowego budżetu.
Sprawdź aktualne najlepsze przeceny w Biedronce.
Polacy kochają zniżki – liczby nie kłamią
Z najnowszych danych YouGov wynika, że już ponad 35% wydatków na produkty FMCG (czyli codzienne artykuły spożywcze i chemia gospodarcza) przypada na zakupy promocyjne. To nie jest chwilowy trend. Wystarczy rzucić okiem na gazetki – Biedronka, Lidl, Dino czy nawet mniejsze sieci wręcz prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowszych rabatów. Słynny "drugi produkt za grosz" albo "3 za 2"? Klasyka. A przecież są jeszcze kupony, specjalne aplikacje, programy lojalnościowe… Czasami aż trudno się w tym połapać.
Przeczytaj też: Biedronka ukarana przez UOKiK za wprowadzającą w błąd promocję
Przeczytaj też: Bitwa Biedronki i Lidla na promocje: świąteczne rabaty, masło i karp
Skąd ten promocyjny szał?
Wbrew temu, co można by sądzić, to nie tylko efekt inflacji czy coraz większych cen w sklepach. Po prostu nauczyliśmy się, że nie ma sensu płacić pełnej ceny, skoro za chwilę ten sam produkt będzie tańszy o połowę. Konsumenci stali się wyczuleni na okazje – i dobrze wiedzą, kiedy warto poczekać z zakupem.
Biedronka, Lidl, Dino – kto rozdaje karty?
Trudno dziś wyobrazić sobie tydzień bez nowej promocji w Biedronce. Ta sieć już dawno przyzwyczaiła klientów do spektakularnych zniżek na mięso, nabiał czy owoce. Ale Lidl i Dino nie zostają w tyle – robią, co mogą, by nie wypaść z gry. Ostatnio nawet mniejsze sieci, jak Netto czy Aldi, zaczęły podbierać strategie gigantom – efektem są coraz ciekawsze akcje promocyjne.
Przykłady z ostatnich tygodni
- W Biedronce: akcja "Taniej z kartą Moja Biedronka"; ceny masła czy kawy często niższe nawet o 30-40% od regularnych.
- Lidl: słynne tygodnie tematyczne, a do tego cotygodniowe kupony w aplikacji – czasem można upolować warzywa czy mięso nawet o połowę taniej.
- Dino: promocje nie zawsze są tak spektakularne, ale sieć nadrabia lokalnością – często w mniejszych miejscowościach to właśnie Dino oferuje najlepsze ceny na podstawowe produkty.
Promocje – czy naprawdę się opłacają?
To pytanie wraca jak bumerang. Często słyszę, że "promocje są tylko po to, żebyśmy kupowali więcej". Trochę prawdy w tym jest – kto nie uległ pokusie i nie wrzucił do koszyka trzeciego litra mleka, bo "było taniej"? Z drugiej strony, rozsądne planowanie zakupów w oparciu o promocje naprawdę potrafi zrobić różnicę. Wystarczy porównać ceny produktów promocyjnych z cenami regularnymi i… policzyć, ile zostaje w portfelu.
Sztuczki sprytnych konsumentów
Niektórzy robią zakupy niemal wyłącznie według promocyjnych gazetek. Inni korzystają z aplikacji, gdzie można na bieżąco śledzić aktualne rabaty. Są też tacy, którzy odwiedzają kilka sklepów w tygodniu, by wyłapać najlepsze okazje. Takie podejście wymaga trochę czasu, ale przy obecnych cenach – to się po prostu opłaca.
Czy promocje kiedyś się skończą?
Słyszałem już głosy, że "to się musi kiedyś zatrzymać". Ale branża nie zostawia złudzeń – liczba akcji rabatowych nie spadnie, a wręcz przeciwnie. Sklepy doskonale wiedzą, że zniżki są dziś jednym z głównych argumentów, dla których klient wybiera właśnie ich, a nie konkurencję. Kto nie ma promocji, ten przegrywa walkę o portfel Polaka.
Czy to dobrze?
Tutaj odpowiedzi nie ma jednej. Z jednej strony – walka na promocje to dla nas, konsumentów, szansa na tańsze zakupy. Z drugiej – łatwo wpaść w pułapkę "kupowania na zapas" albo pod wpływem impulsu. Warto więc trzymać się zdrowego rozsądku. Ale jedno jest pewne: na razie gorączka promocji w Biedronce, Lidlu czy Dino nie zamierza opaść. I chyba nikt z nas się na to nie obrazi.