Lista zakupów
🛒

Lista jest pusta

Przeglądaj produkty →
📰 Aktualności· 4 min czytania

Biedronka na zakręcie: negocjacje o podwyżki bez przełomu, co dalej?

KB

Redakcja Kody z Biedry

Opublikowano 3 kwietnia 2026

#biedronka#podwyżki#negocjacje

Biedronka na rozdrożu – kolejne negocjacje bez efektu

Kto choć raz był w Biedronce wcześnie rano albo późnym popołudniem, ten wie, jak wygląda codzienność pracowników tej sieci. Kilometry zrobione między regałami, kolejki przy kasach, góra towaru do rozładunku. W tle – rozmowy o pieniądzach i warunkach pracy. Ostatnie tygodnie przyniosły kolejną odsłonę tego sporu: przedstawiciele NSZZ „Solidarność” zasiedli z zarządem Jeronimo Martins Polska, by rozmawiać o podwyżkach. I znów – bez kompromisu.

Cztery godziny rozmów i… ściana

Nikt chyba nie spodziewał się, że negocjacje będą łatwe. Ale czterogodzinne spotkanie, po którym strony rozchodzą się z niczym, musi frustrować. Związkowcy mają swoje postulaty – przede wszystkim chodzi o wzrost wynagrodzeń, lepsze warunki zatrudnienia i jasne zasady premiowania. Zarząd Biedronki? Twardo stoi przy swoim i nie ustępuje pola. Efekt? Kolejna tura rozmów dopiero w połowie kwietnia.

Nie ma się co dziwić, że napięcie rośnie, bo podwyżki w Biedronce to nie temat z kosmosu, tylko realna potrzeba ludzi, którzy codziennie na własnych nogach utrzymują ten olbrzymi detaliczny organizm w ruchu. Czy ktoś z nas wyobraża sobie życie bez Biedronki na osiedlu? Szczerze – trudno.

Skąd ten spór? Kilka faktów zza kulis

Biedronka od lat jest jednym z największych pracodawców w Polsce. Zatrudnia ponad 70 tysięcy osób. W 2023 roku, po kilku zawirowaniach gospodarczych i rosnącej inflacji, temat podwyżek wrócił jak bumerang. Pracownicy chcą więcej niż tylko symbolicznych groszy do wypłaty – oczekują realnej zmiany, która pozwoli im nie tylko przetrwać, lecz także godnie żyć.

Związkowcy podnoszą, że przy rosnących cenach żywności i rachunków, dotychczasowe pensje nie wystarczają. Kto śledzi rachunki na codziennych zakupach, ten wie, o czym mowa. Zarząd Jeronimo Martins Polska jednak nie przyjął postulatów, argumentując to m.in. koniecznością utrzymania konkurencyjności i stabilności firmy.

Co mówią pracownicy?

Nieoficjalnie słychać głosy rozczarowania. Bo dla wielu osób praca w Biedronce to nie jest chwilowy przystanek, tylko sposób na życie. Oczekiwania są proste: większa pensja, szacunek i przewidywalność. Związek zawodowy podkreśla, że podwyżki to nie tylko kwestia prestiżu, ale po prostu – przeżycia.

Co dalej z podwyżkami w Biedronce?

Kolejne spotkanie zaplanowane jest na połowę kwietnia. Czy to będzie punkt zwrotny? Trudno powiedzieć. Negocjacje w dużych sieciach zawsze są grą nerwów – każda ze stron wie, ile może ugrać, ale żadna nie chce pokazać słabości. Jeśli do porozumienia nie dojdzie, scenariuszy jest kilka: od kontynuacji rozmów, przez protesty, aż po bardziej radykalne działania.

Z perspektywy zwykłego klienta wszystko wygląda normalnie. Sklepy działają, półki pełne, promocje jak zwykle kuszą. Ale pod powierzchnią wrze. Może więc następnym razem, kupując chleb i mleko w Biedronce, warto poświęcić chwilę, by pomyśleć o tych, którzy stoją po drugiej stronie lady.

Dlaczego to ważne nie tylko dla pracowników?

Spór o podwyżki w Biedronce dotyka nie tylko zatrudnionych. To sygnał dla całej branży handlowej, gdzie podobne problemy pojawiają się coraz częściej. Zmieniają się oczekiwania pracowników, zmienia się rynek. Kiedy sieć tej skali zaczyna mieć kłopoty z dialogiem społecznym, to znak, że coś się dzieje nie tylko w jednym sklepie, ale szerzej – w całej gospodarce.

Nie jest tajemnicą, że lepsze wynagrodzenia przekładają się na lepszą obsługę, większą motywację i po prostu – zadowolenie z pracy. A to z kolei wpływa na nas, klientów. Kto nie lubi, gdy kasjerka jest uśmiechnięta, a kolejka przesuwa się sprawnie?

Czy czeka nas fala zmian w handlu?

Rok 2024 może być przełomowy – nie tylko dla Biedronki, ale także innych dużych sieci, jak Lidl czy Auchan. Presja płacowa nie znika, a konsumenci coraz częściej patrzą, jak firmy traktują swoich pracowników. Jeśli Biedronka zdecyduje się na większe podwyżki, inne sieci mogą pójść jej śladem. Jeśli nie – niewykluczone, że protesty i rozmowy przyspieszą.

Na razie jednak wszystko w zawieszeniu. Czekamy na kwietniowe negocjacje i trzymamy kciuki, że tym razem nie skończy się tylko na czterech godzinach rozmów bez efektu. Bo za kasą, z drugiej strony regału, stoją ludzie – i to oni są sercem każdej Biedronki.