Biedronka pod presją wojny cenowej – co oznaczają niższe zyski Jeronimo Martins?
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 6 maja 2026
Wojna cenowa w polskich sklepach – czy Biedronka to wytrzyma?
Zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo intensywna konkurencja między sklepami może odbić się na ich wynikach? Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że Biedronka to niekwestionowany lider, który rozdaje karty na polskim rynku spożywczym. Tymczasem najnowsze wyniki Jeronimo Martins – właściciela tej sieci – pokazują, że nawet giganci muszą zacisnąć pasa.
Liczby mówią wszystko – zysk w dół, sprzedaż w górę
W pierwszym kwartale 2026 roku grupa Jeronimo Martins wypracowała 119 mln euro zysku netto. Niby dużo, ale to aż o 6,8% mniej niż rok wcześniej. Z drugiej strony sprzedaż w tym samym czasie wzrosła o 6,3%, osiągając 8,9 mld euro. I tu zaczyna się cała historia. Sprzedaż rośnie, ale zyski maleją. To trochę tak, jakbyśmy biegli coraz szybciej, ale mimo to nie mogli dogonić własnych wydatków.
EBITDA, czyli zysk operacyjny przed opodatkowaniem, wzrosła o 8,4% do 572 mln euro. Marża EBITDA to obecnie 6,4% – niewielki wzrost z poziomu 6,3% rok wcześniej. Dla przeciętnego klienta te liczby mogą niewiele mówić, ale dla rynku to sygnał: Biedronka i jej właściciel muszą coraz mocniej walczyć o każdą złotówkę.
Konsumenci oglądają każdą złotówkę
Trudno się dziwić. W raporcie Jeronimo Martins czytamy, że wydarzenia geopolityczne i rosnące koszty – szczególnie paliw – podbiły niepewność wśród konsumentów. W sklepach coraz częściej szukamy promocji, a zakupy planujemy z kalkulatorem w ręku. Widać to zwłaszcza w Biedronce, gdzie koszyk podstawowych produktów był w deflacji. Co to oznacza? Ceny wielu towarów nawet spadały, a mimo to klienci nie rzucili się na zakupy.
Biedronka w liczbach – skromny, ale stabilny wzrost
Sprzedaż Biedronki w pierwszym kwartale poszła w górę o 3,6%, do 6,2 mld euro. W złotówkach ten wzrost to 4,5%. Wskaźnik LFL, czyli sprzedaż w sklepach porównywalnych rok do roku, wyniósł 2,3%. To przyzwoity wynik, biorąc pod uwagę, że w koszyku Biedronki mieliśmy deflację i bardzo agresywną konkurencję – zwłaszcza tuż przed Wielkanocą.
Sieć nie zwalnia tempa inwestycji: w trzy miesiące otwarto 12 nowych Biedronek i zmodernizowano aż 36 sklepów. Nowoczesne sklepy, lepsze oświetlenie, nowe kasy samoobsługowe – to wszystko przekłada się na komfort zakupów i, co tu ukrywać, przyciąga klientów.
Inflacja i konkurencja – wyścig po klienta trwa
W Polsce inflacja żywności wyraźnie wyhamowała. Od września 2025 roku jej tempo spada. W pierwszym kwartale 2026 roku średnia inflacja dla żywności wyniosła tylko 2,3%, a w samym marcu – 2,1%. Efekt? Klienci przestali się spieszyć z zapasami, a sieci musiały rywalizować nie tylko ceną, ale i pomysłowością promocji.
Na rynku trwa prawdziwa walka o każdego kupującego. Biedronka nie jest tu wyjątkiem. Musi utrzymać dyscyplinę kosztową, jednocześnie nie rezygnując z atrakcyjnych ofert. Wzrost EBITDA Biedronki do 482 mln euro (4,6% więcej niż rok temu) pokazuje, że efektywność nadal jest na wysokim poziomie. Marża na poziomie 7,8% to wynik, z którym wiele sieci może tylko pomarzyć.
Co dalej z Biedronką?
Nie ma co ukrywać – polski rynek spożywczy robi się coraz ciaśniejszy. Sklepy dyskontowe, supermarkety, delikatesy – wszyscy próbują uszczknąć kawałek tortu. Biedronka, choć wciąż liderem, musi nieustannie dostosowywać się do nowych warunków. Wprowadza nowe produkty, inwestuje w technologie, a jednocześnie trzyma ceny na smyczy. Czy to wystarczy, by utrzymać przewagę? Czas pokaże.
Dla klientów najważniejsze jest jednak to, że walka sieci o naszą lojalność oznacza coraz więcej promocji i okazji. Jeśli więc ktoś liczył na nudę w 2026 roku na rynku zakupów spożywczych, chyba się przeliczył. Obyśmy tylko nie utknęli w kolejce do kasy w kolejnej „promocyjnej” sobocie.