Lista zakupów
🛒

Lista jest pusta

Przeglądaj produkty →
📰 Aktualności· 4 min czytania

Biedronka sprzedaje produkty o różnym składzie – co na to UOKiK?

KB

Redakcja Kody z Biedry

Opublikowano 29 kwietnia 2026

#biedronka#uokik#skład produktów

Czy każdy jogurt w Biedronce to ten sam jogurt?

Jeżeli myślisz, że śmietanka czy ser z Biedronki smakują identycznie w całej Polsce, możesz się zdziwić. Coraz więcej klientów zauważa drobne, lecz istotne różnice w składzie tych samych produktów, w zależności od regionu. I nie chodzi tu o sezonowe promocje czy zmiany opakowań. Rzecz dotyczy tego, co faktycznie znajduje się w środku – a to już temat, który rozgrzał wiele grup zakupowych i forów internetowych.

O co tak naprawdę chodzi?

Sprawa wypłynęła szerzej pod koniec marca, gdy na Facebooku pojawił się wpis pokazujący, że śmietanka jednej marki w części kraju zawiera zagęszczacz, a w innych regionach ten sam produkt sprzedawany jest w czystej formie. Niby drobiazg, ale budzi emocje: "czy to w porządku, że kupuję coś, co wygląda identycznie, a skład już niekoniecznie?". Sieć tłumaczy się badaniem preferencji klientów – czyli testują, co bardziej zasmakuje w danym województwie. Niby logiczne, ale czy nie powinno to być jasno zakomunikowane?

Co na to urzędy? Mniej konkretów, więcej pytań

Może się wydawać, że takie eksperymenty ze składem są na granicy prawa. Z jednej strony – każda zmiana powinna być dobrze oznaczona. Z drugiej – czy faktycznie klient jest wprowadzany w błąd, jeśli wszystko jest opisane na etykiecie? Sprawą zainteresował się UOKiK, a także Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS). Ich stanowiska? Cóż, nieco rozczarowujące dla osób oczekujących jasnych deklaracji.

UOKiK lakonicznie stwierdza, że etykieta i informacje na niej nie mogą wprowadzać w błąd. Jeśli masz wątpliwości – zgłoś temat do IJHARS. Inspekcja z kolei wyjaśnia, że różnice w składzie dopuszcza się... o ile na opakowaniu jest wszystko czytelnie i jednoznacznie opisane. Czyli – jeśli śmietanka w Krakowie ma zagęszczacz, a ta w Gdańsku nie, ale skład na opakowaniu to pokazuje, nie ma problemu. Prosto? Niekoniecznie, bo nie każdy konsument czyta etykietę od deski do deski.

"Futbol kompetencyjny" – kto powinien się tym zająć?

Ciekawe jest zjawisko, które w środowisku prawniczym nazywa się „futbolem kompetencyjnym”. Organy państwowe przerzucają się odpowiedzialnością, zamiast jasno rozstrzygnąć, czy taka praktyka to coś normalnego, czy jednak nie do końca fair wobec kupujących. Dla zwykłego klienta brzmi to trochę, jakby każdy unikał jednoznacznej odpowiedzi. Ktoś powie: klasyka urzędniczego ping-ponga.

Czy powinieneś się martwić podczas zakupów w Biedronce?

Przechadzając się między półkami, raczej nie analizujemy składu każdego produktu. Większość z nas łapie to, co zna i lubi, zwłaszcza jeśli opakowanie wygląda identycznie, jak zawsze. Problem zaczyna się wtedy, gdy alergik lub osoba na diecie nieświadomie kupi "nową wersję" produktu z dodatkiem, którego nie toleruje. To może być realny kłopot – i wcale nie chodzi o drobiazgi.

Jak się nie dać wpuścić w maliny?

Może brzmi to banalnie, ale sprawdzanie etykiet naprawdę ma sens – szczególnie przy markach własnych dużych sieci, jak Biedronka. Skład może się zmieniać nie tylko ze względu na testowanie rynku, ale też z powodu zmiany dostawcy czy wprowadzenia nowej partii produktu. Jeśli masz ulubioną śmietankę albo ser, zerknij czasem na tył opakowania, nawet jeśli z przodu wszystko wygląda po staremu. To nie jest przesada – to zdrowy rozsądek.

Biedronka i testowanie gustu Polaków – czy to uczciwe?

Z punktu widzenia sieci handlowej, testowanie preferencji klientów to codzienność. Problem pojawia się wtedy, gdy informacja o różnicach nie jest wystarczająco widoczna. Biedronka przekonuje, że ostateczną decyzję podejmą klienci. Czyli – to, co się lepiej sprzeda, zostanie na stałe. Tylko czy to oznacza, że przez kilka tygodni można kupić dwa zupełnie różne produkty pod tą samą nazwą? Tu już pole do dyskusji.

W efekcie, cała sprawa jest trochę jak z promocjami, które okazują się mniej atrakcyjne niż na plakacie. Na pierwszy rzut oka wszystko gra, ale w praktyce – niespodzianka. Dla osób, które mają konkretne potrzeby żywieniowe albo po prostu chcą wiedzieć, co jedzą, takie eksperymenty mogą być irytujące.

Co można zrobić, zamiast się denerwować?

Najprostsza rada? Zajrzyj na etykietę, nawet jeśli kupujesz coś "na pamięć". Jeśli zauważysz, że skład się zmienił – możesz zgłosić to do inspekcji, chociaż, jak pokazuje ta sprawa, nie zawsze dostaniesz jednoznaczną odpowiedź. Warto jednak być czujnym i wymagać od sklepów jasnej komunikacji. Bo ostatecznie to my, konsumenci, decydujemy, na co wydajemy nasze pieniądze.

Jak widać, nawet zwykłe zakupy potrafią zaskoczyć. A jeśli masz jakieś własne doświadczenia z "dziwnymi" różnicami w produktach Biedronki – podziel się nimi, bo temat z pewnością jeszcze wróci na tapetę.