Biedronka stawia na e-grocery. Czy zakupy online z każdego sklepu są możliwe?
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 20 marca 2026
Biedronka idzie w e-commerce – rewolucja na rynku spożywczym?
Wyobraź sobie, że Twoje ulubione bułki albo świeże warzywa z Biedronki mogą trafić pod Twoje drzwi szybciej, niż zdążysz zaparzyć kawę. Brzmi jak science fiction? A jednak – największa sieć dyskontów w Polsce właśnie zapowiada ogromny zwrot w stronę zakupów online. I to nie tylko w dużych miastach, ale praktycznie w całym kraju.
W Polsce zakupy spożywcze online wciąż są trochę egzotyką – wiadomo, większość z nas lubi wybrać się do sklepu, dotknąć, powąchać, obejrzeć. Ale... czy nie byłoby wygodniej, gdyby te same produkty mogły być dostarczone pod drzwi? Szczególnie, gdy pogoda za oknem raczej nie zachęca do spaceru po osiedlu.
4 tysiące sklepów – 4 tysiące lokalnych magazynów?
Biedronka ma w Polsce już niemal 4 tysiące placówek. I właśnie te sklepy miałyby pełnić rolę lokalnych centrów logistycznych dla zamówień internetowych. Brzmi ambitnie – i trochę jak plan na podbój e-grocery w wydaniu masowym.
Luis Araujo, dyrektor generalny Biedronki w Polsce, mówi wprost: marzy mu się, żeby z każdego sklepu można było zamówić zakupy z dostawą. Z perspektywy klienta to prawdziwa rewolucja. Dotąd usługa e-grocery była raczej domeną dużych miast i kilku wybranych sieci. Biedronka chce to zmienić.
Jak to działa w praktyce?
Już dziś w wybranych lokalizacjach Biedronka współpracuje z partnerami jak Glovo czy Everli. Można zamówić świeże produkty, napoje, chemię domową, a nawet przekąski na wieczorne spotkanie z przyjaciółmi. Oferta nie jest może tak szeroka jak na półkach w sklepie, ale i tak robi wrażenie – kilkaset artykułów, często w tych samych cenach, które widzimy na miejscu.
Plany idą jednak znacznie dalej. W idealnym wariancie, każdy sklep sieci miałby możliwość obsługi zamówień online. To oznacza, że nawet mieszkańcy mniejszych miejscowości nie byliby już wykluczeni z zakupowej rewolucji. Wyobraźmy sobie starszą osobę, dla której wyjście po zakupy to wyzwanie – albo rodziców z małymi dziećmi. Zakupy dostarczone do domu to ogromna wygoda.
Czy Polacy są gotowi na e-grocery?
To jest pytanie, które przewija się w branży od lat. Z jednej strony: lubimy podjechać do sklepu, "pomacać" pomidory, wybrać najlepszy kawałek mięsa. Z drugiej – pandemia trochę nas rozleniwiła (albo nauczyła wygody?). Coraz więcej osób przekonuje się, że zakupy przez internet to nie tylko elektronika czy odzież, ale też codzienna spożywka.
Biedronka wyczuwa te trendy. W Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech e-grocery to już codzienność. U nas? Rynek rośnie, ale powoli. Według różnych szacunków, zakupy spożywcze online w Polsce to około 2-3% całego rynku detalicznego. Potencjał jest ogromny – w końcu każdy z nas coś je.
Problemy i wyzwania
Nie ma co ukrywać, to nie jest bułka z masłem. Przede wszystkim: logistyka. Dostawa świeżych produktów, często z krótką datą ważności, wymaga świetnej organizacji. Trzeba mieć ludzi, systemy, flotę samochodów chłodniczych. Do tego dochodzą kwestie dostępności produktów – nie każda Biedronka ma identyczny asortyment.
No i jeszcze jedno: koszt. Dostawa do domu musi być tania, żeby Polacy chcieli z niej korzystać. Na razie opłaty wynoszą zwykle od kilku do kilkunastu złotych – czasem promocje pozwalają zamówić nawet za darmo przy większych zakupach. Ale czy to wystarczy, żeby przekonać masowego klienta?
Co oznacza to dla konkurencji?
Plany Biedronki to wyraźny sygnał dla innych graczy. Lidl, Kaufland, Auchan czy Carrefour – wszyscy testują różne modele e-grocery, ale na razie żadna sieć nie ogarnęła tego w takiej skali. Jeśli Biedronka rzeczywiście odpali usługę dostaw z każdego sklepu, to może być gamechanger. Zwłaszcza, że jej ceny i własne marki są już dla wielu Polaków synonimem oszczędności.
Warto też pamiętać o mniejszych, lokalnych sklepach – dla nich taka rewolucja może być wyzwaniem. Z drugiej strony, pojawienie się masowej usługi e-grocery może wymusić innowacje nawet na najmniejszych graczach.
Przyszłość zakupów – online czy offline?
Nie będę udawać, że znam wszystkie odpowiedzi. Jedno jest pewne – dla części klientów wizyta w sklepie to nadal rytuał, okazja do pogadania z sąsiadem, złapania okazji na półce, czy nawet... chwila relaksu. Ale czas to waluta coraz cenniejsza. Jeśli Biedronka rzeczywiście sprawi, że zakupy spożywcze online będą dostępne dla każdego, nawet na końcu świata, to może zmienić nasze codzienne nawyki szybciej, niż się spodziewamy.
Jestem bardzo ciekaw, jak szybko to się wydarzy i czy rzeczywiście Polacy rzucą się na e-grocery z taką samą energią, z jaką potrafią ustawić się w kolejce po promocje na kawę. Jedno jest pewne: branżę czeka naprawdę gorący okres. A my? My możemy tylko wybierać – tak, jak lubimy.