Lista zakupów
🛒

Lista jest pusta

Przeglądaj produkty →
📰 Aktualności· 5 min czytania

Biedronka w deflacji: jak sieć radzi sobie z presją cen i ostrą konkurencją

KB

Redakcja Kody z Biedry

Opublikowano 19 marca 2026

#biedronka#deflacja#handel detaliczny

Czy Biedronka przetrwa kolejną cenową wojnę? Nowe wyzwania na rynku

Nie tak dawno zakupy w Biedronce były dla wielu Polaków sposobem na szybkie i względnie tanie uzupełnienie lodówki. Dziś, nawet jeśli półki nadal kuszą promocjami, atmosfera w handlu jest daleka od sielanki. Zamiast klasycznego wzrostu – deflacja i presja cenowa. Zamiast spokojnej ekspansji – coraz ostrzejsza walka z konkurencją i niepewność, która zagląda do kasy każdej sieci handlowej. Czym Biedronka przekonuje dziś do siebie klientów? I jak radzi sobie z coraz trudniejszym otoczeniem?

Wyniki, które robią wrażenie… ale nie wszystko jest takie proste

Biedronka, należąca do Jeronimo Martins, właśnie pochwaliła się wynikami za 2025 rok. Liczby mówią same za siebie: sprzedaż całej grupy wzrosła o 7,6% do 36 miliardów euro, a zysk operacyjny EBITDA podskoczył aż o 11,1%. Dla tych, którzy lubią konkrety: mówimy tu o 2,48 miliarda euro EBITDA i 646 milionach euro zysku netto dla akcjonariuszy. Marża EBITDA? 6,9% wobec 6,7% rok wcześniej.

Ale czy to oznacza, że wszystko idzie jak po maśle? Niekoniecznie. W tle tych liczb słychać wyraźnie stukanie kalkulatorów: oszczędności, ścisła kontrola kosztów, skuteczniejsze zarządzanie sklepami. To nie rynek nakręca wyniki, tylko sprawne zarządzanie i szukanie oszczędności gdzie się da.

Dlaczego klienci są coraz bardziej wyczuleni na ceny?

Tu dochodzimy do sedna – konsumenci, zmęczeni podwyżkami z lat poprzednich, dziś w Biedronce (i nie tylko tam) polują na promocje z jeszcze większą determinacją. Każdy grosz się liczy. To, co dawniej było miłym dodatkiem – gazetka z rabatami czy kupon na kawę – dziś stanowi kluczowy argument w walce o klienta. Przez to sieci mają coraz trudniej poprawiać swoje marże i muszą ścigać się nie tylko na cenę, ale też na jakość obsługi, szybkość zakupów czy dostępność świeżych produktów.

Nie bez powodu Biedronka odpowiada już za ponad 70% sprzedaży całego Jeronimo Martins – czyli ponad 25 miliardów euro przychodów. Ta sieć to prawdziwy motor napędowy grupy. Dlatego każdy ruch konkurencji, każda zmiana trendów konsumenckich czy wahanie na rynku energii natychmiast odbija się na wynikach.

Deflacja – czy to faktycznie dobra wiadomość dla klientów?

Na pierwszy rzut oka deflacja, czyli spadek cen, brzmi jak świetna wiadomość. Przynajmniej dla kupujących. Ale dla sieci handlowych to często początek nowej wojny cenowej, gdzie każdy promocyjny baner czy obniżka na pieczywo to ryzyko jeszcze niższych marż. Biedronka weszła w 2026 rok właśnie w takim klimacie – ceny w dół, klienci coraz bardziej wymagający, a konkurenci nie zwalniają tempa.

A przecież nie mówimy tylko o Lidlu czy Auchan. Na rynku pojawiają się nowe formaty, dyskonty, sklepy typu convenience. Każdy chce kawałek tego samego tortu. I choć tort nie rośnie – klientów nie przybywa – apetyt handlowców jest coraz większy.

Inwestycje, technologia i logistyka – bo kto stoi w miejscu, ten się cofa

Skoro nie można liczyć na cudowny wzrost rynku, trzeba inwestować. Jeronimo Martins nie zamierza zwalniać, planuje nadal przeznaczać około 1,2 miliarda euro rocznie na rozwój – modernizację sklepów, logistykę, nowe technologie. Niby brzmi technokratycznie, ale przekłada się to na konkretne zmiany: szybsze kasy samoobsługowe, świeższe warzywa w chłodni czy lepszą aplikację mobilną. To wszystko, co odczuwamy jako klienci, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.

Ciekawostka – coraz więcej sieci testuje rozwiązania typu click&collect, ekspresowe systemy dostaw czy sztuczną inteligencję do zarządzania zatowarowaniem. Biedronka też nie zostaje w tyle. Chodzi o to, żeby nawet przy deflacji, gorszych nastrojach konsumentów czy braku wzrostu rynku, być zawsze o krok przed konkurencją.

Rynek bez wzrostu – a konkurencja nie odpuszcza

Warto zwrócić uwagę na coś jeszcze. Szefowie Jeronimo Martins otwarcie przyznają, że dziś rynek nie rośnie wolumenowo. Krótko mówiąc – kupujemy tyle samo, co rok temu, może nawet mniej. To nie jest wymarzona sytuacja dla handlu, gdzie zwykle liczy się na choćby minimalny wzrost.

Ale konkurencja nie zwalnia. Każda sieć próbuje przejąć klienta od sąsiada – czasem niższą ceną, czasem nową aplikacją, czasem lepszą ofertą świeżych produktów. Im trudniej na rynku, tym bardziej liczy się elastyczność i szybka reakcja na zmiany. I tu Biedronka pokazuje, że potrafi działać zaskakująco zwinnie.

Niepewność i zmiany – normalność czy nowa rzeczywistość?

Początek 2026 roku to nie tylko deflacja, ale i niestabilność geopolityczna. Rosnące napięcia na świecie, wahania cen energii, nieprzewidywalność inflacji żywności… To wszystko sprawia, że nawet najlepiej przygotowane sieci muszą trzymać rękę na pulsie.

Biedronka i Jeronimo Martins nie ukrywają: trzeba być gotowym na szybkie korekty, testować nowe rozwiązania, nie bać się zmian. Dla zwykłego klienta oznacza to jedno – sieci będą coraz bardziej walczyć o naszą lojalność. A my, wybierając gdzie zrobić zakupy, mamy coraz więcej argumentów na stole – od ceny, przez wygodę, po innowacje.

Co z tego wynika dla klientów Biedronki?

Jeśli czujesz, że promocji jest więcej niż kiedyś – to nie przypadek. Jeśli zastanawiasz się, czy deflacja utrzyma się na dłużej – trudno o pewność. Jedno jest jasne: sieci handlowe, a Biedronka szczególnie, nie mogą sobie pozwolić na chwilę słabości. Każda decyzja – od cen masła po wybór nowego systemu kas – może zadecydować o tym, kto wyjdzie z tej wojny cenowej zwycięsko.

I choć dla klientów to często oznacza korzystne rabaty i coraz lepszą jakość obsługi, dla sieci handlowych to czas prawdziwej próby. Trudno przewidzieć, kto na koniec roku będzie miał najwięcej powodów do radości. Jedno jest pewne – Biedronka nie zamierza oddać pola bez walki.