Lista zakupów
🛒

Lista jest pusta

Przeglądaj produkty →
📰 Aktualności· 4 min czytania

Co by się stało, gdyby Biedronka zniknęła? Eksperyment, który zaskakuje

KB

Redakcja Kody z Biedry

Opublikowano 17 kwietnia 2026

#biedronka#ceny#inflacja

Czy wyobrażasz sobie Polskę bez Biedronki?

Brzmi absurdalnie? Dla wielu osób Biedronka to niemal synonim codziennych zakupów. Zresztą, trudno się dziwić – to największa sieć handlowa w Polsce, obecna praktycznie w każdym mieście, a czasem nawet tuż za rogiem. Ale czy ktoś z nas zastanawiał się, co by się stało z naszym portfelem i cenami w sklepach, gdyby z dnia na dzień Biedronka po prostu zniknęła?

Taki właśnie eksperyment myślowy przeprowadzili niedawno ekonomiści. Wyniki? Zaskakujące nawet dla tych, którzy śledzą rynek od lat.

Biedronka – cichy strażnik naszych portfeli

Od wielu lat Biedronka nie tylko kusi promocjami i szeroką ofertą, ale też realnie wpływa na to, ile płacimy za jedzenie. Badania pokazują, że od 2015 roku ceny żywności w tej sieci rosły aż o 25 punktów procentowych wolniej niż średnio w całej gospodarce. I to nie jest drobna różnica – mówimy o liczbach, które przekładają się na setki złotych w skali roku, a w skali kraju na miliardy.

Jak to możliwe? Sieć wypracowała sobie bardzo mocną pozycję negocjacyjną wobec dostawców i świetnie zarządza łańcuchem dostaw. Efekt? Nie tylko sama oferuje niższe ceny, ale zmusza do tego również konkurencję. To trochę jak tańszy sąsiad, przez którego wszyscy w okolicy muszą obniżyć czynsze, żeby nie świecić pustkami.

Co by się stało po zniknięciu Biedronki?

Ekonomiści z zespołu GRAPE postanowili sprawdzić, jak wyglądałby rynek, gdyby Biedronki w Polsce zabrakło. Scenariusz dość ekstremalny, ale czasem takie ćwiczenia pokazują więcej niż tysiąc analiz. Wynik? Inflacja cen żywności w Polsce mogłaby być wyższa nawet o 0,6 punktu procentowego rocznie. Niby niewiele, prawda? Ale gdy policzymy to przez dekadę, wyjdą miliardowe różnice w kieszeniach polskich rodzin.

Można więc śmiało stwierdzić, że Biedronka działa jak bufor inflacyjny. Pilnuje, żeby ceny nie odjechały za bardzo. Gdyby jej zabrakło, inne sieci nie miałyby już takiej presji, by trzymać ceny na wodzy.

Skąd ta zmiana? Biedronka nie zawsze była najtańsza

Ciekawostka: jeszcze przed 2014 rokiem Biedronka była średniakiem cenowym. To nie była sieć, która kojarzyła się z najniższymi cenami – raczej z wygodą i szeroką ofertą. Przełom nastąpił po zmianie strategii. Od tamtej pory Biedronka celowo zaczęła bić się o tytuł najtańszego sklepu na rynku (no, może poza warzywami i owocami – tam czasem można znaleźć lepsze ceny gdzie indziej).

I to właśnie wtedy zaczęło się to, co konsumenci czują do dziś: odczuwalny hamulec na wzrost cen w całym sektorze. W praktyce – jeśli Biedronka nie podnosi ceny mleka czy pieczywa, inni też muszą się wstrzymać. Bo nikt nie chce zostać z pustymi koszykami.

Biedronka – nie tylko ceny, ale też ogromny podatnik

Warto rzucić okiem na liczby, bo te potrafią przemówić do wyobraźni. Tylko w latach 2012–2024 Biedronka zapłaciła do budżetu państwa 7,2 miliarda złotych podatku CIT. To jedna z największych wpłat wśród firm działających w Polsce. Te pieniądze to nie tylko centralny budżet państwa, ale i wsparcie dla samorządów, bo część z tych środków trafia lokalnie.

A wyniki finansowe? W 2025 roku EBITDA (czyli taki wskaźnik zyskowności przed opodatkowaniem i amortyzacją) Biedronki wzrosła o 9,8%, a marża EBITDA sięgnęła 7,9%. Cała grupa wypracowała przychody na poziomie 36 miliardów euro, czyli o 7,6% więcej niż rok wcześniej. Sporo, prawda?

Co oznacza to dla nas, zwykłych klientów?

Można nie przepadać za tłumami w sklepach czy czasami długimi kolejkami do kas, ale trudno nie docenić wpływu Biedronki na nasz codzienny budżet. Gdyby sieci zabrakło, zakupy spożywcze w Polsce byłyby po prostu droższe. Prędzej czy później odczulibyśmy to wszyscy, nawet ci, którzy omijają Biedronkę szerokim łukiem.

Ciekaw jestem, czy ktoś z Was próbował zrobić zakupy w innym dużym sklepie i porównać rachunek z tym z Biedronki? Różnice bywają zaskakujące – niekiedy to kilka złotych, innym razem kilkanaście na jednym paragonie. W skali miesiąca czy roku wychodzi z tego całkiem pokaźna suma.

Czy konkurenci mogliby wypełnić lukę?

Gdyby Biedronka faktycznie zniknęła, oczywiście inne sieci próbowałyby przejąć jej klientów. Ale czy byłyby w stanie tak mocno negocjować ceny u dostawców? Czy miałyby równie szeroką sieć dystrybucji? Raczej nie. Przynajmniej nie od razu. A to oznaczałoby, że na początku musielibyśmy liczyć się z wyższymi cenami – aż do czasu, gdy rynek ponownie się ustabilizuje.

Polska bez Biedronki – eksperyment, o którym warto pamiętać

Eksperyment myślowy ekonomistów pokazuje, że czasem nie doceniamy tego, co mamy na co dzień. Sklep, w którym kupujemy chleb i mleko, może być jednym z najważniejszych elementów stabilizujących naszą gospodarkę. Kto wie, być może następny raz, stojąc w kolejce po promocyjnego arbuza, spojrzycie na Biedronkę nieco łaskawszym okiem. W końcu nie tylko my korzystamy na jej obecności – korzysta na tym cała Polska.