Efekt Biedronki: Dino traci, inwestorzy patrzą na wyniki konkurencji
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 14 stycznia 2026
Dino i „efekt Biedronki” – dlaczego polska spółka nagle traci?
Czy można przewidzieć, że spadek akcji jednej sieci odbije się na notowaniach innej? W polskim handlu detalicznym to już niemal reguła. Ostatnie dni pokazały, że Dino znów padło ofiarą tzw. „efektu Biedronki”. Akcje polskiej sieci w środę, 14 stycznia, zanotowały bolesny spadek – ponad 6% w dół. Wielu inwestorów łapie się za głowę, bo przecież to nie pierwszy raz, gdy portugalski konkurent wywołuje nerwową reakcję na polskiej giełdzie.
Co wydarzyło się na giełdzie?
Środa zaczęła się dla Dino mało optymistycznie. Ledwo otwarto sesję, a notowania zaczęły powoli pikować. O godzinie 12:07 spółka była już na minusie o 6,16%. Takie ruchy zwykle nie biorą się z powietrza – tu główną rolę odegrała Biedronka, a dokładniej jej właściciel, czyli Jeronimo Martins. Wtorkowe wyniki tej portugalskiej grupy pokazały wzrost przychodów o 7,9% rok do roku (do 6,59 mld euro) i wzrost sprzedaży w lokalnej walucie o 6,1%. Brzmi nieźle, prawda?
Ciekawie robi się dopiero dalej. W 2025 roku liczba nowych sklepów Biedronka rosła w tempie przekraczającym jeden dziennie – łącznie 448 nowych punktów. Jeśli ktoś mieszka w mniejszej miejscowości, pewnie zauważył, że „Biedronki” pojawiają się jak grzyby po deszczu. Ale inwestorzy zerkają na coś więcej niż liczbę otwieranych sklepów.
Przeczytaj też: Dino kontra Biedronka: co dzieje się ze spółką na giełdzie i dlaczego tracą a...
Przeczytaj też: Biedronka i Dino pod lupą Państwowej Inspekcji Pracy – co dzieje się w sklepach?
Deflacja koszyka i promocje – kluczowe słowa
Biedronka pochwaliła się wzrostem sprzedaży w sklepach otwartych rok wcześniej o 2,4%. To już nie jest tempo, które powala na kolana, choć wciąż na plus. Problem pojawił się w komentarzu do raportu – spółka przyznała, że w ostatnim kwartale 2025 roku zanotowano niewielką deflację koszyka. Czyli? Przeciętny koszyk zakupów w Biedronce kosztował mniej niż rok wcześniej. Głównie przez zmiany cen w wybranych kategoriach produktów.
Dodatkowo, intensywna promocja – to, co klienci uwielbiają, a inwestorzy czasem nie – pomogła podbić wolumen sprzedaży, ale jednocześnie odbiła się na marży. Giełda w Lizbonie zareagowała nerwowo, akcje Jeronimo Martins poleciały w dół o 3,9%. W Polsce efekt domina był jeszcze silniejszy: Dino, a także Eurocash, które również odczuły presję (w momencie pisania tego tekstu traciły 2%).
Sprawdź aktualne najlepsze przeceny w Biedronce.
Czy „efekt Biedronki” to coś nowego?
Wcale nie. W latach 2024-2025 sytuacja powtarzała się wielokrotnie. Gdy Biedronka pokazywała słabsze dane, Dino i Eurocash od razu dostawały „po głowie”. To już stały element krajobrazu polskiej giełdy. Można zaryzykować stwierdzenie, że inwestorzy wręcz czekają na wyniki Jeronimo Martins, by potem wyciągać wnioski dotyczące Dino. Przypadkowy? Raczej nie.
Dino: nie tylko giełda, także spory pracownicze
Sytuacja Dino nie jest tylko kwestią giełdy. W ostatnich tygodniach pojawiły się poważne zarzuty ze strony związkowców. Pracownicy sieci skarżą się na trudne warunki pracy, niskie wynagrodzenia i brak świadczeń socjalnych. Związkowcy domagają się podwyżki o 900 zł dla każdego pracownika oraz zwiększenia liczby zatrudnionych o 30%. Żądają także utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych.
Inspekcja pracy zapowiedziała kontrolę, a kierownictwo Dino rozesłało do pracowników pismo z zakazem brania urlopów w okresie czerwiec–sierpień oraz w okolicach świąt wielkanocnych. Jeśli ktoś pracuje w handlu detalicznym, pewnie wie, jak bardzo urlop w wakacje czy święta potrafi być na wagę złota.
Pracownicy Dino – głos z wnętrza sieci
Można sobie wyobrazić frustrację pracowników, którzy nie tylko muszą mierzyć się z rosnącą konkurencją i presją na wyniki, ale także z ograniczeniem podstawowych praw. W handlu, jak w życiu, liczy się człowiek – a o tym coraz głośniej mówią związkowcy. Czy spór wpłynie na wyniki spółki? Tego nie wiadomo, ale z pewnością inwestorzy mają teraz kolejny powód do niepokoju.
Co dalej z Dino i Biedronką?
Czy „efekt Biedronki” będzie dalej ciągnął Dino w dół? Trudno przewidzieć, choć spoglądając na tempo rozwoju Biedronki – jeden nowy sklep dziennie to naprawdę potężny wynik – można się spodziewać, że presja konkurencyjna nie zniknie. Dla klientów to może oznaczać kolejne promocje i niższe ceny, dla pracowników – jeszcze większą intensywność pracy, a dla inwestorów – baczne obserwowanie raportów ze wszystkich stron.
Warto pamiętać, że rynek detaliczny w Polsce jest dziś bardziej dynamiczny niż kiedykolwiek. To, co dzieje się na giełdzie, to często tylko wierzchołek góry lodowej. Za kulisami – presja na wyniki, promocje, nowe sklepy, a także walka o pracownicze prawa. Kto wyjdzie z tego zwycięsko? Tego nie wie nawet najbardziej doświadczony analityk. Jedno jest pewne: „efekt Biedronki” jeszcze nie raz da o sobie znać.