Hebe notuje wzrosty – jak sieć drogerii radzi sobie na tle Biedronki?
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 19 marca 2026
Hebe na fali wzrostu – co słychać w polskich drogeriach?
Czy ktoś jeszcze pamięta czasy, gdy Hebe wystartowało w cieniu Biedronki i wielu zastanawiało się, czy Polska naprawdę potrzebuje kolejnej sieci drogeryjnej? Dziś te wątpliwości wydają się już mocno nieaktualne. Hebe zamknęło 2023 rok z imponującym wynikiem 626 mln euro przychodu. To aż o 7,4% więcej niż rok wcześniej! Liczby robią wrażenie, szczególnie w czasach, gdy konsumenci coraz ostrożniej podchodzą do wydatków na kosmetyki i produkty beauty.
Ale zanim zaczniemy wiwatować, warto spojrzeć na to, co dzieje się pod powierzchnią. Dynamika sprzedaży porównywalnej (czyli tzw. LFL, like-for-like) mocno wyhamowała – wzrosła tylko o 1%. Nie jest to już ten sam rozpęd, który Hebe prezentowało jeszcze parę sezonów temu. Czy to znak, że rynek się nasyca? A może konkurencja nie śpi i coraz trudniej przyciągnąć nowych klientów?
Biedronka i Hebe – dwa filary jednego giganta
Za Hebe stoi nie byle kto. Grupa Jerónimo Martins – właściciel dobrze znanej wszystkim Biedronki – nie ukrywa, że chce coraz mocniej inwestować w segment beauty. W końcu Biedronka to nie tylko tanie pieczywo czy ulubione kabanosy na promocji. To już ogromny koncern, który wyczuwa trendy i nie boi się ryzykować.
Biedronka od lat dominuje na rynku spożywczym, a jej strategie ekspansji i wprowadzania produktów własnych stają się wręcz podręcznikowym przykładem skuteczności. Nic więc dziwnego, że podobny model zarządzania i rozwoju Grupa próbuje przełożyć na Hebe. Czy to się uda? Czas pokaże, ale już teraz widać, że drogerie coraz śmielej eksperymentują z ofertą i marketingiem.
Co Hebe robi inaczej?
Hebe stawia na szeroki wybór marek, często tych niedostępnych w innych popularnych sieciach. Można tu upolować koreańskie maski, ciekawe dermokosmetyki i produkty, które na Instagramie robią furorę. Sklepy są nowoczesne, przyjemne w odbiorze, a program lojalnościowy zachęca do powrotów. W porównaniu do Biedronki, gdzie zakupy robi się szybko i często "na autopilocie", w Hebe chętniej się szuka nowości i inspiracji.
Wzrosty i wyzwania – o co walczy Hebe w 2024 roku?
Nie ma się co oszukiwać – konkurencja w branży beauty jest dziś ogromna. Rossmann, drogerie internetowe, a nawet... sama Biedronka, która regularnie wrzuca do swoich sklepów limitowane serie kosmetyków w niskich cenach. Hebe musi się więc gimnastykować, by nie tylko utrzymać dotychczasowych klientów, ale też przyciągać nowych.
Tym bardziej, że wzrost przychodów nie zawsze idzie w parze z równie dynamicznym wzrostem liczby klientów czy sprzedaży w tych samych sklepach. 1% LFL to sygnał ostrzegawczy – trzeba szukać nowych pomysłów, inwestować w rozwój online, a może pomyśleć o ekspansji zagranicznej? Rynek beauty lubi niespodzianki.
Grupa Jerónimo Martins – plany na przyszłość
Właściciel Biedronki nie zamierza hamować. Plany na 2024 i kolejne lata to dalsze inwestycje w rozwój sieci Hebe – zarówno pod względem liczby sklepów, jak i rozbudowy oferty e-commerce. Sklepy stacjonarne mają być coraz bardziej nowoczesne, a internetowa platforma zakupowa – jeszcze wygodniejsza i szybsza. Można się spodziewać, że pojawią się nowe marki, jeszcze więcej promocji i akcji lojalnościowych.
Warto też pamiętać, że Biedronka i Hebe coraz częściej współpracują ze sobą na poziomie logistyki i marketingu. Kto wie, czy w przyszłości nie zobaczymy jeszcze mocniejszych synergii? Może kiedyś kupimy ulubiony krem do twarzy w Biedronce, odbierzemy w Hebe albo odwrotnie? Takie połączenia są dziś na wyciągnięcie ręki.
Hebe vs. Biedronka – kto wygrywa w oczach polskich klientów?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, bo to zupełnie inne formaty sklepów. Biedronka pozostaje numerem jeden, jeśli chodzi o codzienne zakupy spożywcze i "łapanie okazji". Hebe to raczej miejsce dla tych, którzy lubią kosmetyczne nowinki, polują na promocje beauty i cenią szeroki wybór produktów. Ale jedno jest pewne – oba te sklepy stale się rozwijają i coraz lepiej rozumieją potrzeby klientów.
Warto więc obserwować, co wymyślą w kolejnych miesiącach. Może zaskoczą jakąś nietypową współpracą albo nowym formatem sklepu? Rzeczywistość handlowa w Polsce nigdy nie stoi w miejscu. A to, co dziś wydaje się pewnikiem, jutro może być już tylko wspomnieniem.