Masło tańsze niż chleb? Co się dzieje z cenami w Biedronce i Lidlu
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 22 kwietnia 2026
Masło za grosze – promocja czy znak czasów?
Czy ktoś się spodziewał, że przyjdzie taki moment, kiedy masło będzie tańsze od bochenka chleba? No właśnie. W ostatnich tygodniach wielu z nas przecierało oczy ze zdumienia, widząc w Biedronce kostki masła za 99 groszy, a w Lidlu za 1,99 zł. Pół żartem, pół serio – wygląda to trochę jak powrót do cen sprzed dekady, ale niestety to nie jest powód do euforii. O co tu tak naprawdę chodzi?
Skąd takie ceny? Wyścig dyskontów i twarda rzeczywistość
Kto zrobił zakupy w jednej z większych sieci, z pewnością zauważył, że Biedronka i Lidl ostro rywalizują na promocje. Masło za mniej niż złotówkę to nie przypadek – to przemyślana zagrywka. W teorii korzystają na tym klienci, bo przecież taniej się nie da. Ale w praktyce sprawa jest bardziej złożona.
Nadpodaż mleka na rynku sprawiła, że ceny skupu spadły. Sieci handlowe, chcąc przyciągnąć klientów, sięgają po agresywne promocje, rekompensując sobie to na innych produktach. I tu pojawia się haczyk: tanie masło to świetny wabik, ale czy reszta koszyka zakupowego nie wychodzi przypadkiem drożej?
Branża mleczarska pod presją
Z jednej strony cieszymy się, że możemy kupić masło taniej niż tabliczkę czekolady. Z drugiej – eksperci coraz częściej biją na alarm, że sprzedaż poniżej realnych kosztów produkcji odbija się czkawką całej branży mleczarskiej. To nie jest tylko chwilowa akcja promocyjna. Długofalowo to presja na producentów, często prowadząca do ograniczania marż, a nawet strat.
UOKiK patrzy na ręce – kiedy urząd może coś zrobić?
Niektórzy zastanawiają się, dlaczego Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie reaguje na tak niskie ceny. Sprawa nie jest tak prosta, jakby się wydawało. Sklepy mają sporą swobodę w ustalaniu cen – mogą sprzedawać nawet poniżej kosztów, jeśli uznają to za opłacalne w dłuższej perspektywie. UOKiK może wejść do akcji tylko wtedy, gdy pojawia się podejrzenie zmowy cenowej albo gdy przedsiębiorca nadużywa dominującej pozycji na rynku.
Zresztą, na polskim rynku działa kilkanaście dużych sieci – Biedronka, Lidl, Carrefour, Kaufland i cała masa lokalnych graczy. Konkurencja jest ostra, a promocje i oferty specjalne zmieniają się jak w kalejdoskopie. W teorii jesteśmy więc beneficjentami tej rywalizacji, ale czy naprawdę zawsze na tym zyskujemy?
Tanie masło, droższy koszyk – na co uważać podczas zakupów?
Warto pamiętać o jednej rzeczy: to, że masło kupimy za grosze, nie znaczy, że cały rachunek będzie niższy. Sklepy świetnie potrafią „odbić” sobie promocję na innych produktach. Może i masło za 99 gr, ale kawa czy owoce już z wyższą marżą. W praktyce nie raz zdarza się, że klienci wracają do domu z promocją miesiąca, ale cała reszta listy zakupów kosztuje ich więcej niż zwykle.
Jak więc nie dać się złapać na taki marketing? Najprościej – porównywać ceny, nie ulegać impulsowi i nie wrzucać do koszyka produktów tylko dlatego, że są wyłożone obok promocji. No i zaglądać na cenówki. Zdarza się, że te same produkty w różnych sklepach potrafią kosztować nawet o kilka złotych więcej. Czasem warto zrobić dwa przystanki zamiast jednego.
Kto naprawdę korzysta na promocji?
Oczywiście, cieszymy się z niższych cen masła. Ale czy to rzeczywiście my jesteśmy największymi wygranymi? Tu już każdy musi sobie sam odpowiedzieć. W dłuższej perspektywie takie wojny cenowe mogą odbić się na jakości produktów na półkach i… dostępności tych najbardziej opłacalnych dla nas ofert.
Promocje w Biedronce i Lidlu – co dalej?
Nie zanosi się na to, by sieci przestały walczyć o klientów. Promocje będą się pojawiać, bo to skuteczny sposób na przyciągnięcie ludzi do sklepu. Ale patrząc na te wszystkie „superoferty”, warto zachować zdrowy rozsądek. Tanie masło dziś to niekoniecznie tańszy koszyk jutro.
Na koniec – czy tanie masło zostanie z nami na dłużej? Wątpliwe. Rynek jest zbyt dynamiczny, a sieci szybko reagują na zmiany cen surowców. Jedno jest pewne: ceny w dyskontach będą jeszcze nieraz nas zaskakiwać. Oby tylko pozytywnie.