Oszustwo na kasie w Biedronce – historia, która zaskakuje skalą
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 17 lutego 2026
Czy naprawdę da się oszukać kasę w Biedronce?
Pewnie wielu klientom Biedronki nawet by to nie przyszło do głowy. Szybkie zakupy, samoobsługowe kasy, czasem zabiegani, czasem z dziećmi, czasem z telefonem w ręku i listą zakupów. A jednak – komuś udało się przez kilka miesięcy regularnie „nabijać” zakupy za grosze i wynosić towar wart tysiące złotych. Wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że w XXI wieku, w dobie kamer i cyfrowych systemów, ktoś przez tak długi czas mógł pozostawać niezauważony. A jednak.
Jak to się zaczęło? Spryt czy brawura?
Mieszkanka powiatu śremskiego wykorzystała kod serwisowy przeznaczony tylko dla pracowników. Jak go zdobyła? Tego nie ustalono – może podsłuchała, może zobaczyła na ekranie, może ktoś jej „pomógł”. Faktem jest, że przez cztery miesiące – od maja do września 2023 – podczas zakupów przy kasie samoobsługowej używała tego kodu, manipulując systemem.
W efekcie towar o wartości od 50 do nawet 200 zł za jednym razem przechodził przez kasę praktycznie za darmo. Łączny bilans? Blisko 5200 zł strat dla sklepu. 59 razy. To nie był przypadek, a powtarzalny schemat, choć – co ciekawe – kobieta nie miała ulubionej kategorii produktów. Raz chemia gospodarcza, raz jedzenie. Normalne zakupy, tylko płatność mocno nienormalna.
Przeczytaj też: Biedronka wyłącza opcję wielosztuk przy kasach samoobsługowych – dlaczego?
Przeczytaj też: Spryt czy przestępstwo? Oszustwo na kasie w Biedronce odsłania realia zakupów
Monitoring nie śpi, nawet jeśli wydaje się, że nikt nie patrzy
Można się zastanawiać: czy nie była to przysłowiowa "chwila słabości", tylko wyrachowane działanie? Z pewnością nie była to spontaniczna decyzja. Przez cztery miesiące, regularnie, kobieta korzystała z kodu i była przekonana, że drobne „zniknięcia” na kasie nie zostaną zauważone. W końcu kto by się przejmował kilkudziesięcioma złotymi dziennie w wielkim markecie?
A jednak – systemy są coraz sprytniejsze, a monitoring sklepu to nie jest wyłącznie atrapa. I choć na początku nikt nie zorientował się, że coś jest nie tak, to po czasie pojawiły się nieścisłości w inwentaryzacji. Ktoś musiał przeanalizować nagrania, policzyć, zidentyfikować klientkę i powiązać fakty. Efekt? Policja zebrała mocne dowody, a kobieta została wezwana na komendę.
Jakie konsekwencje grożą za oszustwo przy kasie?
Wbrew pozorom, takie „kombinowanie” to nie jest tylko wykroczenie. Przestępstwo oszustwa, a o takie właśnie chodzi w tym przypadku, może oznaczać nawet 8 lat więzienia. Takie są realia, choć wielu traktuje sklepy samoobsługowe jak plac zabaw dla sprytnych. Policja podkreśla, że żadne tłumaczenie w stylu „to tylko niewielka suma” nie działa. Zresztą, czy ktoś chciałby ryzykować kilka lat życia dla kilkuset złotych miesięcznie?
Czy da się wyłapać podobne przypadki szybciej?
Można się zdziwić, że cały proceder trwał aż cztery miesiące. Ale trzeba pamiętać: duże sklepy, setki transakcji dziennie, a kasy samoobsługowe – choć wygodne – bywają podatne na różne sztuczki. Jednak coraz częściej pojawiają się dodatkowe zabezpieczenia: losowe kontrole, obsługa na sali, bardziej zaawansowane systemy monitoringu. Nawet jeśli wydaje się, że nikt nie patrzy, to prędzej czy później coś zacznie się nie zgadzać.
Gdzie jest granica „sprytu” w sklepie?
W Polsce przez lata był taki mit – „kombinowanie” w sklepie to żadne przestępstwo, najwyżej drobna wpadka. Ale czasy się zmieniają. Dziś każda ingerencja w system kasowy, każde obejście zabezpieczeń, nawet jeśli chodzi o jedną rzecz, traktowane jest jako poważne wykroczenie. Zresztą, warto pamiętać – sklepy, zwłaszcza te duże, mają swoje sposoby na liczenie strat i śledzenie nieprawidłowości. Nawet jeśli wydaje się, że udało się raz, drugi czy dziesiąty, to nie znaczy, że się nie wyda.
Samoobsługowe kasy – wygoda czy pole do nadużyć?
Nie da się ukryć – samoobsługowe kasy (nie tylko w Biedronce) to wygoda. Można szybko wrzucić zakupy, nie trzeba stać w kolejce, czasem nawet nie trzeba rozmawiać z kasjerem. Ale ta wygoda niesie też zagrożenia. Zdarzają się przypadki nieświadomych pomyłek, ale niestety są też tacy, którzy próbują wykorzystywać luki w systemie – czy to przez skanowanie tańszych produktów, czy omijanie kodów, czy, jak w tym przypadku, korzystanie z niedozwolonych opcji serwisowych.
Czy da się temu zapobiec? Z jednej strony sklepy stale ulepszają zabezpieczenia. Z drugiej – ostatecznie wszystko opiera się na uczciwości klientów. Może to naiwne, ale jednak bez tego żaden system nie będzie idealny.
To nie pierwszy taki przypadek i pewnie nie ostatni
Sprawa ze Śremu to nie jest odosobniony przypadek. Od czasu do czasu pojawiają się podobne historie – ktoś skanuje droższy produkt jako tańszy, ktoś „zapomina” o kilku rzeczach, ktoś jeszcze inny korzysta z jakiegoś obejścia. Czasem kończy się na mandacie, czasem na sprawie karnej. Przestroga jest jasna: nawet jeśli przez moment wydaje się, że system można przechytrzyć, to prędzej czy później przyjdzie zapłacić rachunek.
Nie chodzi o straszenie, ale o zdrowy rozsądek. W końcu chyba lepiej wydać tych parę złotych więcej, niż ryzykować lata kłopotów z prawem. No i trochę szkoda tych emocji – zakupy powinny być przyjemnością, a nie kombinowaniem na granicy przestępstwa.