Lista zakupów
🛒

Lista jest pusta

Przeglądaj produkty →
📰 Aktualności· 4 min czytania

Pingo Doce kontra Biedronka – czym zaskakuje portugalska siostra dyskontu?

KB

Redakcja Kody z Biedry

Opublikowano 23 marca 2026

#biedronka#portugalia#pingo doce

Portugalska Biedronka? Tylko z nazwy!

Kto był choć raz na wakacjach w Portugalii, ten pewnie natknął się na charakterystyczne zielone szyldy Pingo Doce. Może z ciekawości zajrzał do środka, z myślą: „To pewnie taka portugalska Biedronka”. Nic bardziej mylnego! Owszem, właściciel ten sam – Jeronimo Martins – ale sama sieć to zupełnie inny świat. Można się nieźle zdziwić, jeśli spodziewamy się znajomego klimatu z polskich dyskontów.

Sklep, który nie jest dyskontem

Zacznijmy od samego wnętrza. Pingo Doce wygląda bardziej jak zadbany supermarket lub nawet delikatesy niż typowa, polska Biedronka, gdzie palety z towarem wyznaczają trasę między alejkami. Tutaj wszystko jest przemyślane i poukładane – szerokie przejścia, wyraźnie wydzielone strefy. Zamiast kartonowych opakowań na podłodze, znajdziesz eleganckie ekspozycje produktów, a do tego klasyczne lady mięsne, rybne i piekarnicze. Tak, świeże pieczywo wypiekają na miejscu, a ryby – no cóż, w końcu to Portugalia – są świeże i różnorodne jak nigdzie indziej.

Zakupy z przerwą na lunch? Czemu nie!

Jedną z największych niespodzianek są strefy gastronomiczne. W wielu sklepach Pingo Doce możesz nie tylko kupić gotowe dania, ale od razu je podgrzać i zjeść na miejscu. W Polsce taki widok w dyskoncie raczej by zaskoczył, a w Portugalii nikogo to nie dziwi. Lunch w supermarkecie? Proszę bardzo, tu to codzienność. I, co ciekawe, nikt nie patrzy na to z góry – to po prostu wygodne rozwiązanie dla każdego, kto wpadł na szybkie zakupy w przerwie od pracy czy podczas codziennych obowiązków.

Warto też wspomnieć o samoobsługowych kasach – to już właściwie standard. Ale tutaj nawet przy niewielkiej liczbie klientów zawsze znajdzie się pracownik, który podpowie, pomoże, doradzi. Taka drobnostka, a naprawdę robi różnicę w odbiorze całego sklepu.

Ile kosztuje chleb i jajka w Portugalii?

No dobrze, ale czy zakupy w Pingo Doce są tańsze niż w polskiej Biedronce? Tu sprawa jest trochę bardziej złożona. Dla przykładu: chleb tostowy kosztuje ok. 1,29 euro, a sześć jajek – 1,79 euro. W przeliczeniu na złotówki wychodzi mniej więcej podobnie jak u nas. Zaskakujące? Może trochę, bo przecież płaca minimalna w Portugalii w 2026 roku ma wynosić 920 euro brutto (czyli około 820 euro na rękę), co jest sporo mniej niż w Polsce. A jednak, ceny podstawowych produktów nie odbiegają szczególnie od tych, które znamy z polskich sklepów.

Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że portugalscy pracownicy dostają 13. i 14. pensję – taki lokalny zwyczaj, który trochę wyrównuje różnicę w zarobkach. Ale realnie, siła nabywcza Portugalczyków wciąż pozostaje niższa niż Polaków. To sprawia, że codzienne zakupy w Pingo Doce mogą być odczuwalnie większym wydatkiem niż te w Biedronce dla przeciętnego Polaka.

Biedronka i Pingo Doce – bratnie, ale inne

Ciekawy jest sposób, w jaki Jeronimo Martins podchodzi do swoich sklepów w różnych krajach. W Polsce Biedronka otwiera kolejne placówki w błyskawicznym tempie – kto nie ma w pobliżu Biedronki, niech pierwszy rzuci kamieniem. Natomiast w Portugalii Pingo Doce rozwija się spokojniej i raczej stawia na jakość niż ilość.

Strategia? Prosta: dopasować się do lokalnych zwyczajów i oczekiwań. W Polsce liczy się szybkie tempo, niskie ceny i funkcjonalność. W Portugalii – wygoda, świeżość, przywiązanie do tradycji (stąd te lady mięsne czy rybne), a także możliwość zjedzenia posiłku na miejscu. Dwie sieci, dwa zupełnie różne style życia i dwie różne wizje codziennych zakupów.

Co by się przyjęło w Polsce?

Pytanie, które samo się nasuwa: czy polscy klienci byliby gotowi na takie zmiany w Biedronce? Może strefy gastronomiczne nie od razu stałyby się hitem, ale kto wie – w końcu kawa i szybki lunch na mieście to coraz popularniejszy trend. Z drugiej strony, Polacy kochają praktyczność i szybkość, a „marketowy” klimat Pingo Doce mógłby nie każdemu przypaść do gustu.

Jedno jest pewne: podróże uczą, a zakupy w zagranicznych sklepach potrafią otworzyć oczy na to, jak bardzo różnimy się od naszych sąsiadów z południa Europy. Zamiast więc narzekać na kolejki w Biedronce, może warto czasem spojrzeć na to, czym żyje handlowy świat poza Polską. Kto wie, może wkrótce nasze dyskonty też zaskoczą nas czymś nowym?