Promocje w sklepach 2025/2026: mniej szalonych okazji, więcej jakości
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 29 kwietnia 2026
Zakupy w 2025/2026: Co się stało z wojną na promocje?
Kto z nas nie lubi polować na promocje? Jeszcze kilka sezonów temu gazetki z Lidla, Biedronki czy Auchan dostarczały wręcz sportowych emocji. Wyścig na rabaty trwał w najlepsze, a sklepy prześcigały się w liczbie okazji. Ale coś się zmieniło. W tym roku, przeglądając kolejne aplikacje i papierowe gazetki, można odnieść wrażenie, że szaleństwo nieco przycichło. Czyżby promocje przestały być aż tak ważną bronią w walce o klienta?
Mniej akcji, zmiana strategii
Z najnowszych danych UCE Research wynika, że w pierwszym kwartale 2026 roku wprawdzie przybyło 7% akcji rabatowych w porównaniu do roku poprzedniego, ale to wyraźnie wolniejsze tempo niż w poprzednich latach. Dla porównania: cały 2025 rok zakończył się wzrostem promocji o 13,1% względem 2024, a ten z kolei o 12,5% względem 2023. Co ciekawe, w pięciu z ośmiu analizowanych formatów sklepów... promocji było mniej niż rok temu!
Najbardziej odczuli to klienci sklepów z artykułami remontowo-budowlanymi (spadek aż o 22,7%) i RTV-AGD (mniej o 20,1%). Drogerie, apteki, sieci convenience oraz hipermarkety też przykręciły kurek z okazjami. Powód? Coraz mniej liczy się ilość, a coraz bardziej jakość i skuteczność promocji.
Dlaczego sklepy hamują z promocjami?
Można by pomyśleć, że to efekt kończącej się inflacji – i faktycznie, presja na obniżanie cen nie jest już tak silna jak jeszcze rok czy dwa lata temu. W czasach, gdy ceny szły w górę, sklepy walczyły o nas każdą obniżką. Teraz, kiedy sytuacja się uspokoiła, detaliści zaczęli stawiać na bardziej przemyślane działania.
Zamiast sypać rabatami na lewo i prawo, wolą inwestować w lepsze targetowanie, personalizację ofert (np. przez aplikacje Biedronki czy Lidla), a także rozwijać programy lojalnościowe. Tak, wymagają często zainstalowania apki czy zalogowania się na konto, ale w zamian można liczyć na bardziej dopasowane propozycje. Trochę jakby sklepy chciały nas rozpieścić... ale z głową.
Kto wciąż kusi rabatami? Dyskonty i cash&carry
Nie znaczy to, że wszędzie promocji ubyło. Sieci typu cash&carry (np. Makro) zaliczyły aż 45% wzrost liczby akcji rabatowych rok do roku. Po piętach depczą im dyskonty (Biedronka, Lidl, Netto), gdzie promocji przybyło o 18,7%. Supermarkety też lekko podbiły statystyki – o 4,4% więcej.
Co za tym stoi? Cash&carry postawiły na walkę o klienta profesjonalnego i półprofesjonalnego – czyli gastronomię, mały handel, firmy, a także tych, którzy lubią robić większe zapasy. Dyskonty natomiast trzymają się swojego sprawdzonego modelu: niskie ceny, szybka rotacja produktów, a promocje to u nich codzienność. W końcu kto nie lubi wpaść do Biedronki po chleb i wyjść z trzema paczkami promocyjnych ciastek?
Przykład z życia: aplikacja Biedronka
Nie da się ukryć, że polowanie na okazje przeniosło się w dużej mierze do aplikacji. Biedronka mocno promuje swoją apkę, oferując personalizowane kupony, rabaty na konkretne produkty, a nawet specjalne loterie. Bez smartfona w ręku można dziś przegapić połowę najlepszych ofert. Lidl zresztą robi dokładnie to samo – i tu także personalizacja gra pierwsze skrzypce.
Promocyjne dylematy: warto polować czy nie?
Czy klienci powinni się martwić, że promocji jest mniej? Niekoniecznie. Mniej nie znaczy gorzej. Jeśli już sieć handlowa robi akcję rabatową, to coraz częściej jest ona lepiej przemyślana i naprawdę pozwala zaoszczędzić. Zamiast przypadkowych obniżek, dostajemy coś skrojonego na miarę. To działa zwłaszcza na tych, którzy i tak co tydzień zaglądają do ulubionych sklepów.
Z drugiej strony, warto pamiętać, że krótsze okresy obowiązywania promocji wymuszają większą czujność. Wpadła nowa gazetka Biedronki w poniedziałek? Może się okazać, że w piątek już połowy akcji nie ma. Szybka decyzja – to teraz podstawa.
Przyszłość zakupów: mniej chaosu, więcej wygody
Wygląda na to, że sieci handlowe powoli odchodzą od "wojny na ilość". Zamiast zasypywać klientów dziesiątkami przypadkowych promocji, coraz częściej inwestują w wygodę, personalizację i programy lojalnościowe. Czy to dobrze? Dla tych, którzy nie lubią tracić czasu na przekopywanie się przez 30 stron gazetki – zdecydowanie tak.
Dla łowców okazji to jednak koniec pewnej epoki. Liczy się refleks, śledzenie ulubionych aplikacji i korzystanie z programów typu Moja Biedronka czy Lidl Plus. Promocje są, ale trzeba być bardziej uważnym. No i nie dać się złapać na haczyk – bo czasem to, co wygląda na super rabat, wcale nie musi być najlepszą ofertą na rynku.
Czy zakupy w 2026 roku będą nudniejsze? Raczej nie – po prostu trochę inne. I może to nawet lepiej. W końcu mniej znaczy czasem więcej, zwłaszcza gdy chodzi o nasze portfele.