Spór zbiorowy w Biedronce – o co walczą pracownicy i co dalej?
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 13 marca 2026
Biedronka pod lupą związkowców – co naprawdę dzieje się w największej sieci sklepów?
Jeśli podczas ostatnich zakupów w Biedronce zauważyliście, że atmosfera jest nieco bardziej napięta niż zwykle, to nie jest przypadek. Trwa spór zbiorowy, który angażuje tysiące pracowników i może odbić się echem nie tylko w branży handlowej, ale i w codziennych doświadczeniach klientów. Przecież Biedronka to ponad 3,8 tysiąca sklepów i 85 tysięcy pracowników – największy prywatny pracodawca w Polsce. Gdy tu dzieje się coś dużego, trudno to przeoczyć.
Kiedy rozmowy nie wystarczają – spór nabiera tempa
12 lutego związkowcy z Solidarności po raz pierwszy usiedli do stołu z przedstawicielami Jeronimo Martins Polska. Efekt? Brak porozumienia i zapowiedź kolejnych rozmów na koniec marca. Związkowcy postanowili nie czekać z założonymi rękami – 10 marca wysłali oficjalne pismo do portugalskiego zarządu firmy w Lizbonie. W treści nie gryziono się w język: chodzi o realne utrudnienia w prowadzeniu dialogu społecznego i ograniczenia działalności związkowej w sklepach. Czyli – prosto z mostu, bez owijania w bawełnę.
Czego domaga się Solidarność? Lista postulatów, która robi wrażenie
Zacznijmy od konkretów. Związkowcy przedstawili aż 10 postulatów, a niektóre z nich mogą mocno namieszać w codziennej pracy sklepów. Najgłośniejszy z nich to żądanie podwyżki wynagrodzeń zasadniczych dla wszystkich pracowników Jeronimo Martins Polska – i to nie o symboliczne kilkadziesiąt złotych, ale aż o 1000 zł miesięcznie, począwszy od lutego 2026 roku. Sporo, prawda?
To jednak nie wszystko. Solidarność walczy też o:
- miesięczny dodatek 500 zł dla pracowników obsługujących lady mięsne,
- zwiększenie liczby osób na zmianie,
- wprowadzenie stałej obsady kas samoobsługowych,
- ograniczenie godzin działania sklepów do 22:00,
- bardziej przewidywalne grafiki pracy.
Kontrola PIP – co wykazała inspekcja w sklepach Biedronki?
Solidarność nie rzuca słów na wiatr. Związkowcy wsparli swoje argumenty wynikami kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. W 80 losowo wybranych sklepach inspektorzy przeprowadzili dokładny audyt. Efekt? Wydano aż 383 decyzje, wnioski i polecenia pokontrolne. Tylko w 23 placówkach nie znaleziono nieprawidłowości wymagających wydania decyzji administracyjnych. Innymi słowy – mniej niż 3 na 10 sklepów przeszło bez zastrzeżeń.
Wśród najczęstszych nieprawidłowości pojawiły się kwestie BHP – drożność dróg ewakuacyjnych, bezpieczeństwo magazynowania towarów, ale też naruszenia związane z czasem pracy. Pracownicy nie zawsze mieli zapewnione minimum 11 godzin odpoczynku między zmianami. Bywało, że grafik zmieniał się z dnia na dzień, bez wymaganej tygodniowej informacji z wyprzedzeniem. Komu nie zdarzyło się usłyszeć od znajomego z handlu: „Znowu zmienili mi grafik, nawet nie wiem kiedy mam wolne”? Niestety, te historie mają podstawy w rzeczywistości.
Spór w Biedronce oczami pracownika i klienta
Z perspektywy pracownika – walka o lepsze warunki nie jest niczym nowym, ale skala i determinacja Solidarności robią wrażenie. Trudno się dziwić: przy takiej liczbie sklepów i ogromnej rotacji personelu, nawet niewielka zmiana na plus potrafi odmienić codzienność. Z kolei dla klientów temat może wydawać się odległy, dopóki nie zobaczą realnych skutków: krótsze godziny otwarcia, mniej personelu, czy jeszcze większy tłok w godzinach szczytu.
Zdarzało mi się słyszeć narzekania kasjerów na szybkie tempo i brak przerw. Teraz, gdy temat trafia do mediów, łatwiej zrozumieć, skąd te głosy. To nie tylko „marudzenie” – to realne wyzwania, z którymi mierzą się tysiące ludzi każdego dnia.
Co dalej? Najbliższe tygodnie mogą być kluczowe
Czy zarząd Jeronimo Martins zdecyduje się na kompromis, czy spór zbiorowy wejdzie w ostrzejszą fazę? Kolejne rozmowy już pod koniec marca. Patrząc na skalę postulatów i wyniki kontroli PIP, można się spodziewać, że obie strony nie pójdą na łatwe ustępstwa.
Jedno jest pewne – to, co dzieje się w Biedronce, to nie tylko wewnętrzna sprawa firmy. To sygnał, że branża handlowa w Polsce stoi przed poważnymi wyzwaniami. Dla tych, którzy regularnie robią zakupy w dyskontach, to też moment, by spojrzeć na kasjera czy kasjerkę nie tylko przez pryzmat szybkości obsługi.
Warto śledzić rozwój wydarzeń. Niezależnie od tego, czy jesteś stałym klientem Biedronki, czy tylko zaglądasz tam od święta – to, co się tam dzieje, ma wpływ na całą polską rzeczywistość zakupową. A przecież wszyscy chcemy, żeby zakupy były nie tylko tanie, ale i odbywały się w przyjaznej atmosferze.