Biedronka: możliwy strajk i większe podwyżki? Związkowcy są gotowi walczyć
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 17 lutego 2026
Czy Biedronka stoi na progu protestu pracowników?
Wyobraźcie sobie poranek, kiedy wchodzicie do Biedronki po świeże bułki, a zamiast uśmiechniętej kasjerki witają Was kartki o strajku. Brzmi jak science fiction? Wcale nie, bo atmosfera w sieci robi się coraz gorętsza. Związkowcy z "Solidarności" nie dogadali się z zarządem Biedronki podczas pierwszej tury rozmów — i nie wykluczają protestu. Temat podwyżek i warunków pracy wraca jak bumerang, a tym razem zapowiada się naprawdę poważnie.
O co walczą pracownicy Biedronki?
Lista postulatów nie jest krótką laurką. Związkowcy chcą podwyżki płac o 1000 zł brutto, wyraźnej poprawy warunków pracy — czyli większej obsady sklepów, zmiany w systemie premiowym oraz kończenia pracy maksymalnie o 22:00. Słyszałem już nieraz, że praca w handlu to wyzwanie, a szczególnie w dużych sieciach. W praktyce to często oznacza obsługę wielu klientów na raz, długie godziny i presję wyników. Nic dziwnego, że pracownicy chcą konkretnych zmian.
Kolejne negocjacje już w marcu?
Pierwsze spotkanie w ramach sporu zbiorowego nie przyniosło porozumienia. Związkowcy twierdzą, że przedstawili swoje postulaty, ale zarząd nie zareagował. Teraz piłka jest po stronie Biedronki. Termin kolejnej tury rozmów ma być wyznaczony na marzec. Czy można liczyć na przełom? Trudno powiedzieć, bo dotychczasowe doświadczenia pokazują, że negocjacje w dużych sieciach potrafią ciągnąć się miesiącami. Ale presja rośnie, szczególnie gdy związkowcy zapowiadają możliwość ogólnopolskiego strajku.
Przeczytaj też: Biedronka przed świętami: protesty pracowników i wydłużone godziny pracy
Przeczytaj też: Biedronka pod presją: 10 żądań pracowników i tylko kilka dni na reakcję
Biedronka zarabia, a pensje pracowników maleją
Jest coś niepokojącego w tym, że w ubiegłym roku Biedronka otworzyła aż 181 nowych sklepów w Polsce i zaczęła ekspansję na Słowację, a jednocześnie — jak twierdzą związkowcy — dochody pracowników spadają. Właściciel sieci, czyli Jeronimo Martins, notuje coraz lepsze wyniki finansowe, a załoga czuje się pomijana. To typowa sytuacja: firma rośnie, rozwija się, a ludzie pracujący na pierwszej linii nie widzą tego w swoich portfelach. Czy rzeczywiście tak jest? Sygnały od pracowników są jednoznaczne.
Co jeszcze chcą zmienić związkowcy?
Podwyżki to nie wszystko. "Solidarność" domaga się nagrody za obecność w pracy dla kierowników sklepów — 500 zł brutto miesięcznie. Tyle samo miesięcznego dodatku dla pracowników lad mięsnych. Chodzi też o stałą obsadę kas samoobsługowych (czy ktoś z Was miał kiedyś problem z kasą samoobsługową i musiał czekać na pomoc?), kupony na posiłki dla pracowników zmianowych o wartości 200 zł miesięcznie oraz prawo do umieszczania informacji związkowych na firmowych tablicach informacyjnych.
To wszystko brzmi jak próba poprawy codzienności w pracy. Z perspektywy klienta łatwo o tym zapomnieć, ale przecież za sprawną obsługą stoi zawsze człowiek, który chce mieć godne warunki. Z mojego doświadczenia wynika, że im lepiej traktowani są pracownicy, tym lepsza obsługa — i mniej nerwowych sytuacji przy kasach.
Czy protest w Biedronce jest realny?
Ostatnie lata pokazały, że strajki w handlu mogą być skuteczne. W Lidlu, Kauflandzie, czy Auchan pracownicy walczyli o swoje i potrafili uzyskać poprawę warunków. Biedronka to jednak największa sieć w Polsce — ponad 3 tysiące sklepów. Jeśli dojdzie do protestu, skutki odczują nie tylko pracownicy, ale też klienci. Warto pamiętać, że związkowcy nie wykluczają ogólnopolskiego strajku, jeśli rozmowy nie przyniosą efektów.
Czy zarząd zdecyduje się na ustępstwa? Na razie nie ma odpowiedzi ze strony Biedronki. Czas pokaże, czy sieć pójdzie na kompromis, czy będzie próbować przeczekać napięcia.
Co może się zmienić dla klientów?
Jeśli dojdzie do protestu, możemy spodziewać się wolniejszych kolejek, ograniczonej obsługi i być może zamkniętych sklepów w niektórych lokalizacjach. To oczywiście najczarniejszy scenariusz, ale warto go mieć na uwadze. Wielu z nas polega na Biedronce każdego dnia — dla niektórych to jedyne miejsce na szybkie zakupy po pracy. Dla osób robiących zakupy wieczorem, zmiana godzin otwarcia (praca maksymalnie do 22:00) też może mieć znaczenie. Czy sieć zdecyduje się na kompromis?
Związkowcy czekają, klienci obserwują
Na razie czekamy na kolejne rozmowy w marcu. Związkowcy są zdecydowani, a zarząd milczy. Atmosfera wokół Biedronki robi się coraz bardziej nerwowa. Dla klientów oznacza to jedno — warto śledzić newsy i być gotowym na ewentualne zmiany. Pracownicy liczą na poprawę, a sieć musi zdecydować, czy pójdzie im na rękę. Czy to początek dużej zmiany w polskim handlu?