Brakuje jajek w sklepach? Sprawdzamy, co szykuje Biedronka i konkurencja
Redakcja Kody z Biedry
Opublikowano 29 stycznia 2026
Czy rzeczywiście zabraknie jajek? Co na to Biedronka, Lidl i inni?
Kto z nas nie zaczął dnia od jajecznicy albo nie piekł ciasta „na szybko” z jajkami w roli głównej? Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do marketu, a tam… puste półki w lodówkach z jajkami. Brzmi jak koszmar z PRL-u? Niestety, taki scenariusz jest coraz bardziej realny — przynajmniej taki niepokój pojawił się wśród kupujących po doniesieniach branży drobiarskiej. O co chodzi i czy rzeczywiście czeka nas ograniczanie sprzedaży jajek w Biedronce czy Lidlu? Postanowiłem przyjrzeć się sprawie z bliska.
Grypa ptaków i ceny jajek — skąd całe to zamieszanie?
W ostatnich tygodniach Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz alarmowała: w niektórych dużych sklepach zaczyna brakować jajek. Główny winowajca? Grypa ptaków, która w tym sezonie naprawdę dała się we znaki polskim hodowcom. Skala problemu jest spora — przez masowe likwidacje stad straciliśmy blisko 10% krajowego potencjału produkcyjnego. To nie są liczby wyssane z palca. Rzutuje to już na półki sklepowe, a konsumenci zaczynają dopytywać: czy ceny poszybują jeszcze wyżej, a może sklepy „poratują się” importem?
Nie da się ukryć, że już dziś jajka w markecie to wydatek rzędu 12 zł za wytłaczankę. To nie jest tanie śniadanie — szczególnie gdy zbliżają się święta albo po prostu mamy w domu małych miłośników omletów. Ale cena to dopiero początek całej układanki.
Przeczytaj też: Biedronka bije rekordy: ile pieniędzy zostawiamy w dyskontach?
Przeczytaj też: Biedronka i Jeronimo Martins: zamykają sklepy w Portugalii, rosną na Słowacji
Czy Biedronka wprowadzi limity na jajka?
W internecie aż roi się od pytań: czy będziemy kupować jajka „na kartki”? Zdarzało się przecież, że markety limitowały cukier czy olej — kto pamięta, ten wie, jakie kolejki potrafiły się wtedy ustawić. Jak wygląda sytuacja teraz?
Przedstawiciele Biedronki przekonują, że monitorują rynek na bieżąco i chcą zapewnić klientom dostęp do podstawowych produktów — bez wprowadzania limitów. Brzmi uspokajająco, prawda? Nikt nie chce dziś powrotu do czasów, gdy pani przy kasie przeliczała jajka na rodzinę.
Skąd są jajka w Biedronce?
Ciekawiło mnie też, skąd te jajka właściwie jadą na sklepowe półki. Biedronka współpracuje zarówno z polskimi gospodarstwami, jak i jednym zagranicznym dostawcą. Ale — i to ważne — zdecydowana większość jajek pochodzi z Polski. Kraj pochodzenia znajdziemy zresztą na opakowaniu. To dobra wiadomość dla tych, którzy dbają o lokalne produkty i nie chcą jeść „niewiadomego pochodzenia”.
Co robią inne sieci? Lidl, Aldi, Auchan i ich strategia na kryzys
Nie tylko Biedronka stanęła przed wyzwaniem. Zapytałem też o sytuację w Lidlu, Auchan i Aldi. Tu odpowiedzi są dość spójne: na razie żaden z tych marketów nie planuje limitowania sprzedaży jajek. Aldi sprzedaje wyłącznie jaja z Polski i póki co nie zamierza sięgać po import. Lidl podkreśla, że wszystkie świeże jajka pochodzą z polskich gospodarstw i są oznaczone jako „Produkt polski”. Auchan idzie podobnym tropem — sprzedaje tylko polskie jaja i nie bierze pod uwagę sprowadzania ich z zagranicy.
Niby wszystko w porządku, ale w branży niektórzy ostrzegają: jeśli sytuacja się nie poprawi, możemy zobaczyć na półkach tańsze, ale jakościowo gorsze jaja z krajów, gdzie normy sanitarne nie są tak rygorystyczne jak u nas. Czy to realne zagrożenie, czy raczej straszak na konsumentów? Czas pokaże, ale warto zaglądać na etykiety.
Polska potęgą jajek, ale czy to wystarczy na kryzys?
Jest jeszcze jeden ciekawy wątek. Polska to piąty największy producent jaj w Unii Europejskiej. Co więcej, aż 67,7% naszej krajowej podaży to nadal jaja klatkowe. Dla wielu osób to argument, by wybierać produkty z chowu ściółkowego czy ekologicznego — choć trzeba przyznać, że te są jeszcze droższe. Ceny nie zachęcają do eksperymentów, zwłaszcza gdy domowy budżet i tak jest napięty.
Praktycznie: jak nie dać się zaskoczyć przy półce z jajkami?
Warto mieć kilka trików w zanadrzu. Po pierwsze, nie rzucać się na ostatnie wytłaczanki „na wszelki wypadek” — to tylko napędza panikę i spekulacje. Lepiej sprawdzić mniejsze sklepy, lokalne warzywniaki, czasem nawet bazarek — tam bywa spokojniej, a jaja często pochodzą bezpośrednio od okolicznych gospodarzy.
Po drugie, czytajmy etykiety. Oznaczenia chowu (cyfra na początku kodu) i kraj pochodzenia to nie puste symbole. Jeśli zależy nam na jakości, nie zaszkodzi sięgnąć po produkt z pewnego źródła, nawet jeśli trzeba zapłacić złotówkę więcej.
No i najważniejsze — nie dajmy się zwariować. Sytuacja na rynku bywa dynamiczna, ale na ten moment większość dużych sieci nie przewiduje reglamentacji jajek ani masowego importu gorszego towaru. Czy tak zostanie? To się jeszcze okaże, ale na razie śniadanie z jajkiem nie jest zagrożone.
Czy warto robić zapasy?
Jeszcze pytanie, które słyszałem już kilka razy: „Robić zapasy czy nie?”. Z własnego doświadczenia — nie warto gromadzić jajek na zapas. Po pierwsze, mają ograniczoną trwałość. Po drugie, jeśli każdy kupi „na czarną godzinę”, szybciej faktycznie zobaczymy puste półki. Lepiej kupować tyle, ile naprawdę potrzebujemy.
Na koniec trochę optymizmu. Mimo zawirowań, polski rynek spożywczy pokazał już nie raz, że potrafi sobie radzić z kryzysami. A jeśli nawet na chwilę zabraknie jajek w „dużym” markecie, pamiętajcie — alternatywy zawsze się znajdą. Grunt to nie panikować i patrzeć na ręce producentom oraz sieciom.